Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 8 grudnia 2013

Opowiadanie o Zaynie cz. 20

Obudziłam się o 5. Próbowałam zasnąć ale nie mogłam. Leżałam tak i rozmyślałam. Już jutro impreza na Halloween u Zayna. To nasza pierwsza taka impreza. Mam nadzieję, że też udana. Jakoś 5.30 wstałam i poszłam do toalety. Wzięłam prysznic na orzeźwienie i zaczęłam się malować. Zrobiłam troszkę mocniejszy makijaż, bo wyglądałam strasznie blado i czułam się słaba ale postanowiłam iść do szkoły. Chciałam po ustalać wszystko jak z imprezą i tak dalej. Wyszłam z łazienki i poszłam do garderoby. Miałam oddzielną, bo moje ciuchy razem z mamą na pewno by się  nie zmieściły. Ubrałam to i do tego balerinki Coco Chanel. Uwielbiam tą projektantkę. Ma wspaniałe ubrania. Napisałam do Codiego czy mógłby po mnie przyjść. Dawno nie gadaliśmy. Było po 6 chyba go obudziłam. Trudno potrzebowałam z nim porozmawiać w końcu to mój najlepszy przyjaciel. Znamy się od małego. Po paru minutach mi odpisał:
Zawsze wiesz kiedy napisać:* Chciałem pisać to samo. To co wpadnę jakoś po 7. Kc
Uśmiechnęłam się i odpisałam: Czekam:* Kct. I zeszłam na dół i poszłam do kuchni. Nikogo nie było no chyba, że Miley była ale pewnie jeszcze spała. Obok na blacie leżały gofry i kartka. Mniaaam pomyślałam ale jakoś wyjątkowo nie miałam na nic ochoty. Na kartce pisało:
Kochanie musiałam jechać wcześniej do pracy. Wrócę późno, będę jakoś ok. 23. Zaopiekuj się Miley. Kocham
Ah no tak praca. Ostatnio dużo pracuję. Zaczynam się martwić, żeby tylko się nie przepracowała. Za to mój tato to już wgl. Zrobiłam sobie kawę i usiadłam przy stole. Wypiłam ją i wyciągnęłam dwie gumy orbit. Wzięłam je. Kiedy szłam do salonu, jak już miałam siadać zadzwonił ktoś do drzwi. Spodziewałam się kto to. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Zayna? Jak to?
- O hej kochanie, nie spodziewałam się ciebie. -pocałowałam go.
- A widzisz jednak jestem. - powiedział tuląc mnie. - To co idziesz?
- Przepraszam, umówiłam się z Codym - zacisnęłam zęby. Nie chciałam, żeby się denerwował albo smucił.
- Aha w porządku rozumiem. - powiedział bez żadnych uczuć.
- Zaynii!!!!!!!!!!!!!! - krzyknęłam Miley, która właśnie zbiegła z góry. Była ubrana w jasno różową sukienkę. Uwielbia Zayna jak i on ją. - Mama kazał ci dzisiaj mnie zaprowadzić do szkoły - powiedziała tym swoim słodkim głosikiem.
- No przecież wiem - uśmiechnęła się.
- Jak chcesz to ja ją mogę zaprowadzić - zaproponował Zayn. Znów bez żadnych uczuć.
- Nie chce robić problemu.
- Co ty? Miley problemem? Skąd. Nie będziemy wam przeszkadzać. - powiedział tym razem radośnie. Kiedy powiedział ostatnie 4 słowo trochę się zdziwiłam. Popatrzyłam się tylko na niego i zaraz Miley zaczęła krzyczeć.
- Taaak! Proszę proszę proszę! - krzyczała i błagała mnie małą.
- No dobrze - powiedziałam czochrając jej włosy. - Idź po plecak a ty wejdź. - wszedł do środka i czekał na nią jakieś pół minuty. Była strasznie tym podekscytowana.
- Na razie. - Powiedział Zayn podchodząc do mnie. Liczyłam na jakiś czuły pocałunek a tu jedynie lekko mnie przytulił jak by w ogóle nie chciał tego robić. To było dziwne. Chodziło pewnie o Codiego ale co ja na to poradzę? To jest mój przyjaciel i nic więcej do niego nie czuje. Kiedy Miley już z Zaynem nie było czekałam w salonie. Nawet nie zdążyłam włączyć telewizora, bo ktoś pukał do drzwi. Teraz byłam pewna, że to Cody. Usłyszałam jak ktoś wszedł. Tak to był na pewno on.
- Jestem!
- Słyszałam! - Stanął w progu i patrzył się na mnie. Rzuciłam się na niego i mocno się wtuliłam.
- Łoo stęskniłaś się! - powiedział tuląc mnie jeszcze bardziej. Kiedy już przestaliśmy się przytulać wyszliśmy z domu. Jak tylko opuściłam dom wyciągnęłam z torebki szluga i go odpaliłam.
- Chcesz?
- Nie dzięki.
- Ty nie chcesz? Na prawdę? - zdziwiłam się. W końcu pierwszy raz paliłam z Codym i to on zawsze palił jak smok i zawsze tylko jak była okazja nie odpuszczał.
- Marry to przeszkadza, że tak dużo pale.
- Nie dowie się - uśmiechnęłam się lekko.
- Na prawdę dzięki.
- A jak tam z nią? Już wszystko dobrze? - spytałam się i po raz kolejny zaciągnęłam się papierosem.
- Dobrze, dobrze - powiedział cicho i jak by z czasem głos mu się załamywał.
- O co chodzi?
- Co? Nic. - powiedział już lekko pod denerwowany. Stanęłam w tym momencie. Domagałam się odpowiedzi. Jeszcze wczoraj Marry mi mówiła, że już wszystko dobrze, że już jest poukładane a temu kurwa teraz coś jest znowu i nic nie powie?
- Powiedz mi kurwa o co chodzi. - On również stanął. Odwrócił się do mnie i zaczął mówić.
- Bo chodzi o to, że kocham Marry. Bardzo ale coś czuję, że ten związek jeszcze długo nie potrwa - powiedział spuszczając głowę. Po jego policzku chyba spłynęła łza.
- Oo Cody! - powiedziałam z lekkim załamaniem i przytuliłam go do siebie. Nie chciałam, żeby to się tak kończyło. Marry się załamie a ja jej raczej nie będę mogła o tym powiedzieć. Sami muszą to załatwić.
- Dobra zostawmy mnie, teraz co jest tobie?
- Jak mi?
- Nigdy nie palisz przed szkołą i palisz tak szybko jak teraz tylko wtedy kiedy jesteś zdenerwowana. - No tak fakt. Byłam trochę zdenerwowana. Nie wiedziałam o co chodziło Zaynowi, dziwnie się zachowywał. Wiem, że pewnie chodziło o Codiego no ale to z nim się umówiłam, nawet ja tak o Julie się nie obrażam a z nią się nie na widzę a Zayn z Codym się przyjaźnią.
- Nic takiego..
- [T.I] znamy się długo i wiem kiedy kłamiesz. - powiedział patrząc mi w oczy.
- Okey... przed twoim przyjściem przyszedł po mnie Zayn. Chciał mnie zabrać do szkoły ale ja się z tobą umówiłam. Posmutniał i zabrał Miley do szkoły i ogólnie pożegnał się ze mną od niechcenia i ostatnio w ogóle jest jakiś taki inny. - Powiedziałam kończąc już papierosa i rzucając go na chodnik. - Nie chce go stracić - powiedziałam łamiącym głosem. Wtedy Cody złapał mnie za rękę i pociągnął mnie tak, żebym popatrzyła mu w oczy,
-Będzie dobrze, uwierz. Za bardzo cię kocha - powiedział to z lekkim uśmiechem na twarzy. Pocałowałam go w policzek i szliśmy dalej.
- Wiesz możesz już puścić moją dłoń - zachichotałam.
- Wiem - powiedział z uśmiechem ale dalej jej nie puszczał .
- Ei no puść mnie, jeszcze Zayn zobaczy i dopiero będzie afera - powiedziałam już trochę ze strachem. Nie chciałam, żeby on to widział. No wiadomo jak by zareagował.
- Nie zobaczy - dalej nie puszczał. Kurczę no, postanowiłam wyrwać mu tą rękę z ucisku. drugą ręką wyjęłam zapalniczkę z torebki i rzuciłam ją na ziemie. Schyliłam się przy czym puścił moją rękę. Na szczęście. Odetchnęłam z ulgą i udawałam, że szukam czegoś, żeby tylko zająć czymś ręce.  Byliśmy już blisko szkoły, także nie miałam się czego bać. Po 3 minutach byliśmy już na miejscu. Przy szafkach pożegnaliśmy się i poszłam do dziewczyn. Byłam trochę zdenerwowana przez to co mi Cody powiedział o Marry. Bałam się. Dziewczyny podeszły do mnie i normalnie się przywitały.
- Widziałyście gdzieś Zayna?
- Nie, ja nie. - powiedziała radosna Alexis. - O Harry tam jest. Mogę?
- Pewnie - powiedziałyśmy razem z Marry. - No a ty go widziałaś? - spytałam się nerwowo. No zajebiście sam na sam z Marry akurat chwile po rozmowie z Codym. Nie wiedziałam co myśleć. A jeśli przypadkiem jej to wygadam? Sama już nie wiem..
- [T.I]! Słuchasz mnie?
- Aa sorki, zamyśliłam się.
- Tam jest Zayn. - wskazała na sylwetkę chłopaka. Cholera dlaczego on zawsze wyglądał tak bosko?
- Zaraz wrócę dobrze? - Marry kiwnęła głową i poszłam do Zayna. Zobaczył mnie. Powiedział coś do kolegów i poszli.
- Zayn...
- Co? - spytał się stanowczo. Kurcze o co on się tak obraził?
- Co się dzieje? Powiedz mi o co ci chodzi? - I w tym czasie podszedł do nas Cody. Przywitał się z Zaynem i przytulił mnie. Zayn przy tym wywrócił tylko oczami.
- Po szkole cię porywam! - powiedział radośnie Cody i odszedł.
- O co chodzi? O to właśnie chodzi! O niego kurwa! - Popatrzyłam na niego ze szklanymi oczami. Wystraszyłam się trochę. Był strasznie zdenerwowany i wkurzony. Wszystkie twarze na korytarzy były skierowane w naszą stronę. Tak strasznie zaczęłam się bać. Tak strasznie bałam się, że mogę go stracić. Po mimo, że byłam blada zrobiłam się jeszcze bardziej. Patrzyłam na niego i dalej nie dowierzałam. To nie był ten kochany Zayn, który troszczy się o to by było ci dobrze i miło. W jego oczach widniał gniew. Zrobiłam krok w tył i dalej się na niego patrzyłam.
- Wiesz co? Ja już wiem, że wolisz jego ode mnie. Ile razy cię o coś prosiłem a ty nic ale jak Cody chciał dla niego wszystko. Olewasz mnie i lecisz do niego. - Odwróci się i poszedł. Moja twarz zaczęła zalewać się łzami. Wszyscy patrzyli się na mnie i gadali coś po cichu. A pomyśleć, że jutro miała być ta najlepsza, bo pierwsza impreza. - Pieprze to! - Krzyknął Zayn kiedy szedł przed siebie. Obrócił się, rzucił plecakiem i podbiegł do mnie. Złapał moje delikatne policzki w swoje dłonie. Popatrzył swoimi pięknymi oczami w moje czerwone, zapłakane oczy i pocałował namiętnie po czym przytulił mocno do siebie. - Przepraszam - wyszeptał a ja wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
- Nie masz za co. To moja wina, już rozumiem. Przepraszam... kocham cię - kolejne łzy spływały mi po czerwonych policzkach.
- Ja ciebie też kochanie - wypuścił mnie z uścisku i złapał za rękę. Pociągnął mnie lekko za sobą i poszliśmy do szatni tam gdzie nikogo nie ma. Wyjaśniliśmy sobie wszystko po czym rozeszliśmy się do klas. Dzień minął o wiele milej po naszej rozmowie. Irytowało mnie tylko ciągłe "przylepianie" się Codiego do mnie. Kiedy już skończyliśmy lekcję stałam przed szkołą z Zaynem. Przyszedł Cody.
- To ja już będę szedł - powiedział Zayn kiwając kłową.
- Nie ma potrzeby. - powiedziałam łapiąc go za rękę - Cody, przepraszam cię strasznie ale nie mogę z tobą iść. Muszę jeszcze pozałatwiać parę spraw z Zaynem - Uśmiechnęłam się słodko do Zayna. Cody zrobił tylko skwaszoną minę.
- No dobra to na razie!
- No paa! - A my poszliśmy do Zayna. Po wejściu do domu od razu zrzuciłam z siebie torebkę i buty i ciągnęłam Zayna do góry do jego pokoju.



Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ale szkoła, rodzina, przyjaciele i jeszcze wypadek Paula:(( Mój ulubiony aktor, którego kocham około 7 lat nie żyje.. Nie mogłam się po tym pozbierać przez jakieś 4 dni.. Ale już jest wszystko dobrze i mam nadzieję, że jutro będzie już kolejna część kc<3 // Nati

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz